Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X X X

21.2.16

#12 Zawód jakich mało. Shadowhunters [pierwsze wrażenie]

© abc family

Pamiętacie jak pisałam kilka postów temu, że czekam na Shadowhunters? Że chcę, by ten serial usunął z mojej pamięci film, którego praktycznie nie dało się oglądać? Że to ma być ta wierna, prawdziwa i znośna adaptacja serii książek?
Nie udało się.
Już sam trailer napawał mnie niepokojem. Pomarańczowe włosy głównej bohaterki, efekty specjalne na poziomie polskiego Wiedźmina i do tego aktorstwo, które już po tych dziewięćdziesięciu sekundach można było określić jako mocno poniżej średniego nie zapowiadały dobrej adaptacji dla książek. Powiedziałam sobie wtedy jednak: Nie trać nadziei, może będzie lepiej niż myślisz. I zaczęłam oglądać.
a

Na wstępie powiem tak: to nie jest aż tak zły serial. W mojej opinii może wydawać się totalnym dnem, ale zaznaczam, że dla osób nieznających sagi i lubiących fantasy może okazać się nawet ciekawy. Niestety ja patrzę na Shadowhunters z innej perpektywy i z niej będę tę produkcję oceniać.
http://1.fwcdn.pl/po/63/09/746309/7714827.3.jpg
© abc family
Clary to zwykła nastolatka. Chce zrealizować swoje zwykłe marzenia - dostać się na akademię sztuk pięknych, spędzać dużo czasu ze swoim najlepszym przyjacielem, Simonem (obywatelem stanu Friendzone) i cieszyć się z życia. Nic wyjątkowego nie dzieje się także w jej świecie, aż przypadkiem w klubie Pandemonium widzi grupkę wojowników zabijających kilku gości miejscówki. Po wszystkim wmawia sobie, że całość była tylko jej wyobrażeniem. Jest tylko jeden mały problem o którym Clary nie wie - nie powinna ich widzieć. Nikt inny w klubie ich nawet nie zauważył. Nikt nie zadzwonił na 911 na widok morderstwa - bo nikt go nie widział.
Okazuje się, że dziewczyna jest Nocnym Łowcą - pół-aniołem, pół-śmiertelnikiem mającym chronić ludzkość przed demonami i potworami. Jej matka także należy do tej rasy, jednak zostaje ona porwana przez Valentine'a, który wierzy, że kobieta jest w posiadaniu Kielicha Anioła, pozwalającego na tworzenie nowych Nocnych Łowców. Valentine chce wznowić bunt, który zapoczątkował niemal dwie dekady temu, ale potrzebuje do tego armii, którą mógłby stworzyć za pomocą Kielicha. Niestety, nie udaje mu się go znaleźć, ponieważ jest tylko jedna osoba, która może znać miejsce ukrycia artefaktu - i jest nią Clary, która staje się punktem wyjścia dla całej historii.
http://1.fwcdn.pl/po/63/09/746309/7714828.3.jpg
Pomarańczowe włosy Clary, © abc family
Fabuła jest dość podobna do tej książkowej. Oczywiście scenarzyści pokusili się o zrezygnowanie z niektórych faktów i dodanie innych wątków, jednak to można przeboleć - Shadowhunters nie ma być przełożeniem książki na film, tylko jej adaptacją. A jak definicja słowa "adaptować" mówi, przystosowywanie czegoś do innych warunków może nieść ze sobą straty. Z tym da się przeżyć. Z wykonaniem już nie.
Jeśli chodzi o aparycję aktorów w odniesieniu do granych przez nich postaci, jest naprawdę dobrze. Oprócz włosów Clary. Ale o tym już pisałam. Charakteryzatorka chyba nie potrafi odróżnić rudego od pomarańczy. Wszyscy aktorzy są dobrze dobrani, choć, szczerze mówiąc, w mojej wyobraźni Hodge zawsze był starym, stetryczałym dziadkiem - tu jest przystojnym wysportowanym wojownikiem. Ale nic tam - magia telewizji. Ich umiejętności aktorskie to już zupełnie inna bajka. Tutaj nie ma przebacz, jeśli ktoś jest drewnem w pierwszym odcinku, drewnem pozostanie do finału serialu (jeśli do niego dojdzie). Takimi kłodami okazała się Katherine MacNamara, czyli serialowa Clary, Harry Shrum Jr. w roli Magnusa Bane'a i, co rozśmieszyło mnie najbardziej, gdy to zobaczyłam, Isaiah Mustafa jako Luke Garroway. Ich umiejętności stoją pod ogromnym znakiem zapytania. Twarze bez emocji, zero dodatkowych reakcji podczas rozmów, jakby robili tylko to, co mają w scenariuszu. Jakby ktoś ich przestraszył, że jak dadzą trochę od siebie, to ich zwolnią. Naprawdę, aż ciężko na nich patrzeć.
http://1.fwcdn.pl/po/63/09/746309/7721348.3.jpg
Isaiah Mustafa jako Luke Garroway, © abc family
Inną sprawą jest scenariusz. Nie mam zielonego pojęcia, kto pisał te dialogi, ale trzeba go natychmiast zwolnić. Już mam po dziurki w nosie rozmów w style "Are you okay?" "Yes, yes, don't worry." "Oh, Simon, everything will be okay." . To się powtórzyło już z siedem razy w sześciu odcinkach. Ludzie, ile można! Albo powtarzanie non stop "Jestem przy tobie, będzie dobrze" przez Jace'a. Czy ty niańczysz dwulatka, człowieku?
Zdenerwowałam się lekko. Ale teraz milsze rzeczy. Montaż - powiedzmy, że dobry, poza tym nagłym przerywnikiem na czołówkę, która zresztą jest zła. Zdjęcia są nawet okej, zaraz jednak przejdę do czegoś z nimi związanego. Muzyka jest super, pasuje do klimatu, nie jest nachalna i nie przeszkadza w oglądaniu.
A teraz czas na coś, czego zdzierżyć nie mogłam najbardziej przez te sześć odcinków. Sceny walki. Otóż, wyobraźcie sobie, że panowie i panie od montażu i efektów specjalnych nie potrafią zrobić prostego przyspieszenia ruchów postaci i w zamian za to dają jakieś rozmazane opóźnione klatki, które aż bolą w oczy. Wygląda to jak nagranie walki w 15 fps. To prawdziwy gwóźdź programu - nigdy nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać.
Shadowhunters naprawdę nie jest złe. Obejrzyjcie, jeśli nie macie nic przeciwko trochę słabszemu wykonaniu. Ja kontynuuję oglądanie tylko dlatego, że chcę zobaczyć, co spotka mnie dalej - może pojawi się coś, z czego będzie jeszcze większa beka. Zobaczymy. Dam wam znać. Na pewno.

_____________________

Ostatnio coś dużo pierwszych wrażeń, nie? :)

5 komentarzy:

  1. Oglądam głównie dla Maleca, bo został ten wątek świetnie przedstawiony. Na efekty specjalne nie zwracam uwagi, na aktorstwo też trochę przymykam oko, bo podchodzę nie do końca poważnie. Jest Malec, Matthew, Harry (tu mamy inne zdanie, uwielbiam tego gościa, choć czasami za bardzo próbuje grać a'la Jack Sparrow), sporo humoru, świetne zakończenie 6 odcinka, obiecujące promo 7 (i sneak peek, Alec podrywający policjantkę, hah) i liczę, że miło spędzę czas. Poza tym, już jesteś po ostatnim odcinku czy masz do nadrobienia? Nie widzę napomknięcia o tym, a to dość ważne w odbiorze, gdyż według mnie, jak i większości, z odcinka na odcinek jest lepiej.
    Pozdrawiam. :)
    cordragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to się zgodzę, sceny z tą parą przynajmniej są interesujące :) Ostatni odcinek (s01e06) widziałam, jednak jakoś nie zauważyłam progresu - dalej te same puste dialogi i zbyt wartka akcja. Tak jak pisałam, będę oglądać ten sezon, może coś się poprawi - zobaczymy.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Ja nie mogę przeżyć tego, że Alec jest przystojniejszy od Jace'a. Filmowy Jace był o niebo lepszy - chyba pod wszystkimi względami, a głównie grą aktorską.
    Drugą rzeczą jest nie tyle pomarańczowy kolor włosów, co sama Clary. Jezusiu, nie mogę na nią patrzeć. ;c

    Swoją drogą, lubię czytać Twoje pierwsze wrażenia, podoba mi się ta seria i jak dla mnie, te posty mogą być częściej. ♥

    Pozdrawiam,
    Koneko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda! Też nie mogłam w to uwierzyć, kiedy zobaczyłam pilota. Książkowy Alec zawsze był w cieniu Jace'a i tak też się czuł, a tutaj proszę, zamiana ról... Może to i lepiej? :)
      Następne notki zapewne będą w innej tematyce, bo niedługo skończą mi się seriale :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nominowałam Cię do TAG-u Moje fikcyjne oblicze: http://cordragon.blogspot.com/2016/02/tag-twoje-fikcyjne-oblicze.html :)

    OdpowiedzUsuń